Sfrustrowany lustrowany

Kiedy szkoły ukończyłem
I w dorosłych świat wkroczyłem,
To jak dziecko się cieszyłem – bo wierzyłem
Że jak już podejmę pracę,
To przez pracę się wzbogacę – tak wierzyłem i marzyłem
Znajdę chatę – wezmę żonę
Wszystko będzie ułożone – w co wierzyłem
Cel był jasny, tylko jeden:
Rajskie życie – ziemski Eden – w to wierzyłem
Pracowałem jak umiałem,
Wiedzę w czyny przekuwałem – i wierzyłem
Tylko praca – uszlachetnia i wzbogaca!
Wierny wierze harowałem,
Stare raty wciąż spłacałem,
W długi nowe znów wpadałem – lecz wierzyłem
W to co mówił – facet z „jeżem”
Ten – no wiecie – „Pomożecie?!” – pomagając wciąż wierzyłem
Że choć dzisiaj biedę klepię
Jutro będzie znacznie lepiej – taka była moja wiara
Do przełomu tego roku
Pamiętnego przez płot skoku
Któż w to wierzył, że się uda?
Lecz się znalazł taki cudak,
Który gdy stanął na ziemi,
Rzekł że „wszystko stare zmieni!”
Osłupiałem, wprost zdębiałem –
Od niego się dowiedziałem,
Że socjalizm utrwalałem? – nie do wiary
Nie wierzyłem własnym uszom,
Że ja przeszłość – mam komuszą!
Fakt, że jestem jednym z wielu
Wykształconym w PE-ER-ELU.
Choć mam wiedzę – jestem głupi,
Winy swe muszę odkupić.
Dotąd żywot mój był marny,
Celem zaś: byt materialny.
Teraz sprawą honorową,
By oczyścić się duchowo – niedowiarkom – nie do wiary!
By żyć godnie w demokracji,
Sam poddałem się lustracji:
Lustro duże ustawiłem,
Wszystkie ciuchy w kąt wrzuciłem
I stanąłem pełen trwogi –
Drżały ręce, drżały nogi.
Co spojrzałem – to wiotczałem,
Sam siebie nie poznawałem.
Gdzie ten młody facet z klasą,
Gdzie sylwetka smukła, fason?
Własnym oczom nie wierzyłem:
Kiedy ja się tak zmieniłem?
Z tyłu norma – za to z przodu –
Skąd ten brzuch – chyba nie z głodu?!
Czy meandry demokracji
Przyczyną mej deformacji?
Gdy tak o tym rozmyślałem,
Wtem głos baby usłyszałem:
Ladaczniku, zbereźniku,
Rozpustniku i grzeszniku,
Świnia jesteś – powiedziała
W moim domu!
W moim domu – tak jak w sejmie,
Baba mówi tym językiem!
Jestem świnią? – mam garnitur!
Mogę zostać – POLITYKIEM!!!